Od lat znane są w Polsce japońskie opowieści niesamowite, głównie dzięki edycji Kwaidana. Opowieści niezwykłych czy Ballady o Narayamie Lafcadio Hearna, a ostatnio także za sprawą bardzo ciekawego i wzbogaconego o niewielką antologię opracowania Marcina Tatarczuka*. Tymczasem istniał analogiczny nurt w literaturze chińskiej, i niedawno został wznowiony (wydany po polsku w 1960 roku) wybór nowel Pu Songlinga (1640-1715) zatytułowany Mnisi-czarnoksiężnicy, czyli niesamowite historie o dziwnych ludziach. Zwykle przedmiotem naszych wpisów jest literatura współczesna, jednak wyjątkowo chciałabym się dzisiaj cofnąć do Chin czasów dynastii Tang oraz Ming.
W niemal tej samej epoce w Japonii kształtował się korpus kaidan, wpierw jako konglomerat podań ludowych, stopniowo „kodyfikowanych” i przenoszących się w sfery odbiorców piśmiennych, będących kompetentnymi uczestnikami kultury, krytycznymi, ironicznymi i spragnionymi rozrywek w duchu ukiyo – także rozrywek z dreszczykiem. Lektura kaidanów nawet dzisiaj może taki dreszczyk zapewnić, podobnie jak seans filmu Kwaidan, czyli opowieści niesamowite Kobayashiego z 1964 roku. Inaczej jest z chińskimi nowelami niesamowitymi, których Pu Songling zebrał i spisał aż 430 (edycja wydawnictwa Iskry to tylko 17 z nich). Nadprzyrodzone interwencje służą przede wszystkim publicznej moralności, mirowi domowemu i zgodzie międzyludzkiej, mają tedy charakter dydaktyczny, dodatkowo wzmacniany podsumowaniami i komentarzami autorskimi rekapitulującymi nauki płynące z danej historii.
Zadziwiającym odpowiednikiem „żyli długo i szczęśliwie” jest wskazanie dalszych losów bohaterów jako związanych z rozwojem urzędniczej kariery. Na przykład Mniszka-narzeczona Chen Yunqi kończy się w następujący sposób: „Wszyscy wnukowie pomyślnie przeszli przez egzaminy urzędnicze pierwszego stopnia, a najstarszy (…) zdał nawet egzaminy okręgowe” (s. 70).
To preferowany model kariery, choć są nowele, w których mowa o pracy kupców czy rolników również mogących się wzbogacić i zyskać szacunek swą pracą. Premiowana jest jednak pilna nauka, zyskiwanie pozycji cesarskiego funkcjonariusza i postępowanie drogą awansów. Co więcej, źli urzędnicy są degradowani albo usuwani ze swych stanowisk. Oczywiście to określenie nie pada w Mnichach-czarnoksiężnikach, jednak widzimy tu przykład apologii konfucjańskiej merytokracji, która – wedle życzeniowego myślenia Pu Songlinga – jest systemem nieomylnie sprawiedliwym (sam autor pomyślnie przeszedł przez cesarskie egzaminy dopiero w… osiemdziesiątym drugim roku życia!).
Wśród postaci nadprzyrodzonych spotykamy przede wszystkim lisice wcielone w piękne, roztropne i zaradne kobiety, uczone duchy, u których można zasięgać dobrych rad (jeden, Nieśmiertelny He, pomaga w poprawianiu prac egzaminacyjnych i ocenach twórczości literackiej!), ale i ludzi obdarzonych szczególnymi mocami – umiejętnością wróżenia czy znajomością proroczej mowy ptaków.
Interesujące w prezentowanych nowelach jest to, że w przeciwieństwie na przykład do powstałej współcześnie Miłości Peonii (szczegóły tu), Pu Songling nie akcentuje zbyt ostro różnic klasowych między bohaterami, nie podkreśla tych wyznaczników, które dziś oceniamy jako znamiona szczególnej kulturowej opresji (np. łamanie i specyficzne kształtowanie kości stóp u arystokratek i dam z zamożnych rodzin, niekiedy mylnie zwane jedynie bandażowaniem).
Oczywiście postaci są bogate lub ubogie, jednak ich powodzenie czy upadek są silnie uzależnione od pracowitości, ambicji, niekiedy też od fatum (spotkań z istotami nadnaturalnymi i ich ingerencji w życie śmiertelników), i nie można mówić o petryfikacji społecznego status quo. Praworządność konfucjańska nie triumfuje wszelako na każdym polu. Mężczyźni i kobiety nie są ukazywani jako uzupełniające się i splecione za sobą elementy yin i yang. Nie znajdują potwierdzeń znane nam stereotypy o niegdysiejszych Chinkach, ani obrazy znane z cyklu opowieści o sędzim Di Roberta van Gulika. Kobiety niekoniecznie są łagodne i spokojne, jednak „niegodne” zachowanie zawsze ma swe wyjaśnienie, i można znaleźć na nie radę. Na przykład żona-furiatka Jiangzheng traktowała swego męża Gao niezwykle brutalnie, gdyż w swym poprzedniej inkarnacji była myszą, którą on niechcący rozdeptał (on, tudzież jego przeszłe wcielenie). Wyjaśnienie tej sytuacji, i mały obrządek (w tym przypadku buddyjski) pomagają kobiecie otrząsnąć się z majaków przeszłości i zacząć żyć przyzwoicie, w małżeńskiej harmonii.
Poligamia przyjmuje najróżniejsze formy. Np. w noweli Hengniang o czarach miłosnych Zhu, lekceważona przez męża pierwsza („bardziej prawowita”) żona, ustępująca pola nałożnicy Baodai, uczy się od zaprzyjaźnionej sąsiadki, jak odzyskiwać względy mężczyzny, przy okazji zyskując nieco autonomii osobistej. Zauważamy, iż Zhu nie zależy żadną miarą na tym, by przegnać konkubinę – mężowską ulubienicę. Stosuje się skrupulatnie do rad przyjaciółki, aż w efekcie Baodai wraca na swą pierwotną pozycję służącej, a sama Zhu kwitnie jako żona pożądana i szanowana. Najciekawsze jest jednak, że pomocna przyjaciółka to nie człowiek, a lisica (a konkretnie, huli jing, lisi duch, bóstwo). Najwidoczniej sama kobieca solidarność nie wystarczyłaby Zhu do wyrwania się z małżeńskiego kryzysu. Lisica nie czyni wszakże zła. Ingeruje, jednak bohaterka właściwie nie musiała się stosować do jej zaleceń.
W innej noweli młoda kobieta, Qingmei, poświęca wiele starań, aby zeswatać szlachetnego, ale bardzo ubogiego mężczyznę, z Axi, córką ważnego urzędnika. Qingmei wychodzi nawet za owego biedaka, który w międzyczasie wybija się, awansuje. Ród Axi podupada, Qingmei znajduje zubożałą dziewczynę w klasztorze, wprowadza do swego domu, doprowadza do jej małżeństwa z własnym mężem, aby sfinalizować rozpoczęte lata wcześniej swaty. Nie trzeba chyba dopowiadać, że wierna, sprytna i obrotna swatka była córką lisicy (wzgardzonej przez człowieka).
Innym dość zaskakującym motywem jest triumf wiernej miłości – wbrew kilkuletniej rozłące, wbrew trudnościom finansowym czy przeszkodą społecznym. To, w połączeniu w wiarą w sprawiedliwość systemu merytokratycznego, daje nieco wyidealizowany obraz życia w dawnych Chinach, czy – patrząc z innej strony – niweluje wszelki potencjał krytyczny. Nowelistyką w czasach cesarstwa (Chiny stały się republiką w 1911 roku) parali się przede wszystkim urzędnicy niebędący w stanie dojść do pożądanych godności, jednak na przykładzie Pu Songlinga widać, iż woleli kanalizować swe ambicje i w wolnych chwilach poświęcać się pisarstwu dla rozrywki, posiadającemu dziś dla nas wielki walor etnologiczny. Pogodność i pewnego rodzaju poczciwość emanująca z Mnichów-czarnoksiężników bardzo odróżnia te opowieści od moich ulubionych kaidanów. Pozostanę jednak przy tych ostatnich, choć wycieczkę do krainy chińskich niesamowitości uważam za udaną.
Paulina Szkudlarek
Pu Songling, Mnisi-czarnoksiężnicy, czyli niesamowite historie o dziwnych ludziach, przeł. Danuta Żbikowska, Agnieszka Łobacz, Bożena Kowalska, Stanisław Pawelczyk, Iskry, Warszawa 2008.
Przypis:
* Lafcadio Hearn, Kwaidan. Opowieści niezwykłe, przeł. Jerzy A. Rzewuski, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1984 (oraz wydania późniejsze); Lafcadio Hearn, Ballada o Narayamie. Opowieści niesamowite z prozy japońskiej, przeł. Blanka Yonekawa, PIW, Warszawa 1986; Marcin Tatarczuk, Kaidan. Japońskie opowieści niesamowite epoki Edo, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2011.
0 komentarze:
Prześlij komentarz